...modlitwa o zapał...

...Panie, czasami nic mi się nie chce i mam wszystkiego dość. Kiedy dopada mnie znużenie, obojętność, zniechęcenie, apatia, nuda lub „smutek tego świata”, nie zostawiaj mnie samego. Poślij mi anioła, który mnie wyrwie z leniwego odrętwienia. Jezu, który napracowałeś się dla naszego zbawienia, proszę, oddal ode mnie wszelką duchową ociężałość. Usuwaj z serca zgorzknienie, odnawiaj gorliwość w czynieniu tego, co dobre, święte, pożyteczne. Daj świeżość mojej modlitwie, zapał w pracy, radość w służeniu Tobie i bliźnim. Naucz mnie mądrze korzystać z daru czasu. Niech budzi mnie anielskie wołanie: „zaraz dzień (jeszcze jeden) zrób, co możesz”...
.............................................................................................................................................................................................................................................................................................



...............................................................................................................................................................................

26 września 2009

14. Trochę dalej pójść...



Wszystko co nie sięga do Boga, jest za krótkie...znaleźć czas na modlitwę gdzieś między wyprawianiem Julki do szkoły a koniecznością umycia podłogi. Znaleźć w sobie żarliwość - między codziennym "Ojcze Nasz" a "Zdrowaś Mario". Chrześcijaństwo każe mieć więcej. Nie zadawalać się "byciem w porządku", niewyróżnianiem się w tłumie. Bo o wiele łatwiej jest być działaczem, aktywistą, czynić cały dzień konkretne rzeczy, niż tak po prostu się zatrzymać i trwać w duchowej łączności ze Stwórcą. O wiele łatwiej jest samemu podejmować decyzje, samemu wybierać co w danej chwili zrobić, a tak trudno zapytać co On na to, bo być może usłyszę odpowiedź, której nie chcę słyszeć. Być przez cały dzień aktywistą i wieczorem zasypiać w przeświadczeniu że się zrobiło tyle dobrego, no ale czyżby tak jest naprawdę??? Wszystko co nie sięga do Boga, jest za krótkie.... wiara właśnie tam się zaczyna, gdzie myślenie się kończy.


W moim życiu to Bóg ma być najważniejszy – nie jacyś ONI, ludzie czy sprawy, posiadane dobra czy obciążające mnie ciężary.

Czy Pan Bóg daje się poznać tylko w lekkim powiewie wiatru, czy delikatnym westchnieniu ciszy serca? Czy potrafię dostrzec Go w tych wszystkich sytuacjach, którym daleko od sielanki? Słyszę Jego głos w zgiełku ulicy? Czuję świętą obecność, brnąc pod prąd panującej mody, łatwego stylu życia? Tradycji? A może znam Go po imieniu tylko w sytuacjach nazywanych „bez wyjścia”?

To proste – wystarczy tylko zaufać. To trudne – bo trzeba aż zaufać. „Pan, Bóg twój, nie opuści cię i nie porzuci”. Obietnica aktualna, jakby czas od tysięcy lat stał w miejscu.

Odkrywam siebie i swoje życie w Piśmie św., i możesz w to wierzyć lub nie, ale moje życie zostało tam spisane, trzeba tylko chcieć to odnaleźć.....


2 komentarze:

Malgodia pisze...

Ilonko nawet nie wiesz jak się cieszę, że jest ktoś taki jak Ty, kto myśli o sprawch Bożych we wszystkich chwilach naszego "utrudzonego " życia, o co się przynajmniej staram, chociaż często mi nie wychodzi.Choć znam troszkę takich osób, nie jest ich wiele, wiec tym większa radość.

asiami pisze...

Tak sobie usiadłam i Ciebie i czytam.
Słowo Boże to najlepszy poradnik życia- otwierdzam :-)
Błogosławię i dziekuję z Twój blog.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...